Miałem dziś coś zrobić, chyba – w każdym razie taka myśl obijała się o ściany mojej pustej czaszki. Ale co właściwie? I dlaczego dzisiaj? Nakarmiłem kota i zająłem się celebracją chwili. Tego momentu, kiedy obserwując toczącą się w twojej głowie walkę kaca ze zmęczeniem, zdajesz sobie sprawę, że nic tego dnia nie zrobisz.
Damska bielizna. Kolejny łyk kawy pomógł mi ostatecznie skupić wzrok i myśli. Zacząłem układać plan dnia, listę rzeczy do zro... zaraz... damska bielizna?
Z oparcia krzesła zwisały swobodnie czerwone koronkowe majtki. Odmaszerowałem do sypialni. W łóżku nie zarejestrowałem śladów życia większych niż roztocza. Może jest w łazience? Nie. Wyszła bez majtek... i bez pożegnania? Sprawdziłem drzwi wejściowe, zamknięte od środka. Cholera. Już miałem nadzieję, że wczoraj w klubie kogoś poznałem. A to znowu tylko sen.
Wiecie, jestem postacią fikcyjną, więc osnowa rzeczywistości wokół mnie jest godna zaufania jak parówka z Biedronki. Jeśli przez dłuższy czas nie spotykam się z żadną kobietą zaczynam śnić o seksie, a przez te sny w moim mieszkaniu materializuje się damska bielizna. Zwykle dość gustowna, zawsze nieświeża. Niestety właścicielki bielizny pozostają w sferze marzeń sennych.
Spróbowałem przypomnieć sobie sen. Nic z tego. Westchnąłem, zgarnąłem majtki z krzesła i poczłapałem do łazienki. Sytuacja ma pewien plus – wrzucone do pralki elementy damskiej garderoby dematerializują się, jakby zostały pożarte – a w zamian pralka oddaje skarpetki – i to nie tylko te, które skradła mi wcześniej.
Wchodząc do łazienki zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Czegoś brakowało... gdzie jest mój szlafrok?! Nigdy nie zostawiałem go w innym miejscu niż na haku na drzwiach, a teraz go tu nie ma. Mój puchaty niebieski szlafrok zniknął!
Dobra, spokojnie. Wykluczmy niemożliwe, zobaczmy co zostanie... w domu nie czai się ninja-zabójca ubrany w mój szlafrok - kot by go wyczuł. Ostatnio ten szlafrok prałem, więc mało prawdopodobne że sam wyszedł. Być może skonfiskowało go CIA na okoliczność odkrycia tajnych informacji zapisanych we włóknach... ale jak go ostatnio czytałem to zawierał tylko drugą, nieopublikowaną część apokalipsy świętego Jana. Hmm... Cóż, pozostaje jedna możliwość. Skradły go magiczne ptaszki z równoległej rzeczywistości.
Pobiegłem do przedpokoju. No tak, okno otwarte, na wystającym z framugi gwoździu zaczepił się niebieski strzęp. Za oknem, na tle fabrycznego smogu mój szlafrok ulatywał beztrosko w stronę wschodzącego słońca, niesiony przez cztery małe, kolorowe ptaszki.
Wskoczyłem w spodnie, żeby nie biec przez miasto w samych bokserkach i pognałem za nimi...
(O tym co było dalej – już niedługo.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz